Tauron Liga
czwartek, 29 Lipiec 2010
Qyntel Woods – najznakomitszy skrzydłowy polskiej ekstraklasy przez wielu uważany także za najwspanialszego koszykarza, który kiedykolwiek w polskiej lidze zagrał – ma trudny czas. pojedynki weszły w ostateczną fazę, a wiodący snajper Euroligi jest cieniem samego siebie. W dwóch pierwszych spotkaniach półfinałowych z Treflem Sopot zapisał na swoje konto ledwie 4 oczka. I nie chodzi tylko i wyłącznie o zdobycz punktową Amerykanina. koszykarz mistrza Polski zamiast kłopotów na parkiecie, wydaje się przechodzić trudny czas we własnej głowie.
Na parkiecie w Gdyni sprawiał wrażenie, jakby grał na nim z przymusu. Amerykanin nie poświadczył opinii, jakoby na starcia z zespołami z góry tabeli bardziej niż na pojedynki ze słabszymi. Amerykanin czołgał się po parkiecie tak jakby odczuwał skutki mocno zakrapianej prywatki ostatniej nocy. Zamiast biegać uprawiał świński trucht, zamiast twarzy koszykarskiego zabijaki widzom całego kraju demonstrował spojrzenie koszykarza, który zimą stawia się na przymusowym treningu o 6 rano. Gdyby w polskim kodeksie karnym był ustęp a’propos zaniedbywania audytorium podczas imprez masowych przez jej głównych bohaterów, zawodnik mistrzów Polski otrzymałby dożywocie. A gdyby fanom trzeba było na dodatek zwrócić pieniądze za bilet, od koszykarza mistrzów Polski spokojnie można by się domagać kilku „stówek” ekstra.
To wydarzenia szokujące, zważywszy na to, że graczem Prokomu poważnie raz jeszcze zainteresowali się menadżerowie ekip amerykańskiej ligi zawodowej. Rozmowę z gwiazdą PLK odbył sławny amerykański periodyk „Slam”, kolumnę poświęcił mu koszykarski dziennikarz Bill Simmons. Jeśli nie do najlepszej ligi świata, Woods po wybitnym dla siebie sezonie euroligowym powinien zajśc przynajmniej do ACB (mówi się nawet o królewskim Realu). ostatnimi starciami z ekipą sopocką Amerykanin dowiódł jednak, że na kolejną szansę w karierze nie zapracował sobie, a jak tak dalej pójdzie Polacy zapamiętają go głównie z gwiazdorzenia, a nie bycia gwiazdą. I sen o NBA nigdy się nie ziści.